Kiedy goni nas czas…

Musimy spojrzeć prawdzie w oczy – czas leci, a my się starzejemy. Wśród znajomych mam sporo osób, które przekroczyły – jak się pewnego razu dowiedziałam – magiczną trzydziestkę. Wiecie, ile nasłuchałam się od swojego mężczyzny, kiedy wielkimi krokami zbliżała się Jego data urodzin? Ba! Żeby tylko od niego. Narzekań i lekkich histerii na temat tej cyfry miałam nieprzyjemność słuchać nie tylko wśród znajomych, ale również od przypadkowo mijanych osób, na tak zwanym „mieście”. Szczerze mówiąc nigdy nie sądziłam, że ma to aż tak wielkie znaczenie, dopóki nie znalazłam się w gronie „ćwierćwiecznych +”. Faktycznie przychodzi moment refleksji nad życiem, nad tym co udało się już zrobić, czego dokonaliśmy, a czego nie i dlaczego podbój świata, który sobie planowaliśmy, ucieka gdzieś w czasoprzestrzeń?

Z jednej strony rozumiem nostalgię za mijanym czasem, za ulotnością chwil, za szaleństwem młodzieńczych lat. Patrząc jednak z mojej perspektywy, czyż nie cudownie jest zobaczyć pierwszą zmarszczkę, a później parę innych drobnych? 😉 Dla niektórych osób pewnie będę wariatką. W końcu przyszło nam żyć w czasach, gdzie wszystko poprawiane i sztuczne jest lepsze od naturalnego. Tylko żeby nie było, nie krytykuję w żaden sposób dbania o siebie. Najważniejsze, aby dana osoba czuła się dobrze w swoim ciele.

Skoro jesteśmy już przy urodzie, chciałam podzielić się kosmetycznymi cudeńkami, które ostatnio udało mi się upolować. Właśnie dzięki zbliżającej się wielkimi krokami, mojej własnej trzydziestce(choć to dopiero za 1,5 roku) zwróciłam uwagę, że z większą dbałością i szacunkiem podchodzę do swojej cery. Wcieliłam w życie codzienne poranne i wieczorne rytuały, które tak weszły mi w nawyk, że bez nich czuję, jakby moja skóra nie była wystarczająco dopieszczona. (O tym w kolejnym poście). Nawet zakupy z tych ciuchowych, przeszły na asortyment kosmetyczny. Drogeryjne półki oraz oferty sklepów internetowych wręcz uginają się pod ilością kuszących opakowań. Całe szczęście kobiety nie muszą już sięgać tylko po Nivea – swoją drogą nie przepadam za tą marką. Mam pewne zasady, którymi kieruję się wybierając kosmetyki dla siebie. Przede wszystkim:

  • nie mogą być testowane na zwierzętach
  • nie mogą zawierać produktów pochodzenia zwierzęcego
  • nie mogą zawierać szkodliwego parabenu
  • skład powinien być naturalny lub w większości naturalny
  • najlepiej jak zawierają składniki eco, bio lub organiczne
  • uwielbiam produkty wyłącznie z roślinnym składem

Dodajmy do tego ładne, nieskomplikowane, minimalistyczne opakowanie i już wiem, że moja karta ucierpi 😉 No co? Przecież jestem kobietą – pięknie zapakowany, dobrej jakości produkt to strzał w 10!

Poniżej parę moim kosmetycznych nowości:

  1. Zacznijmy od całusa :* PIL’ATEN to chińska marka dostępna od jakiegoś czasu w Douglasie. Smakowicie wyglądające opakowanie, to silnie nawilżająca maseczka do ust na bazie kolagenu. Po zastosowaniu wargi stają się pełniejsze, bardziej elastyczne i doskonale odżywione. Kuracja idealna na wielkie wyjścia 😉
  2. Maseczka koreańskiej firmy VITAMASQUES to tak zwana „sleep in mask”, czyli maseczka, którą nakładamy na noc przed snem, a zmywamy dopiero po przebudzeniu. Już po jej nałożeniu twarz mieni się drobinkami perłowego pyłku, który zawarty jest w składzie kosmetyku. Rano skóra twarzy jest wygładzona i rozświetlona. Nie wiem jak Wasze odczucia wizualne, ale dla mnie to najpiękniej zapakowana maseczka, jaką do tej pory miałam 🙂
  3. Kolejna maseczka firmy PIL’ATEN. Black Mask – typu peel-off usuwa zaskórniki i doskonale oczyszcza pory skóry. Osobiście tego typu paseczki stosuję głównie na strefę „T”.
  4. Woda toaletowa Hermes Un Jardin Sur Le Nil – otrzymałam ją w prezencie przy zakupie perfum dla swojego mężczyzny 😉 Zapach jest bardzo świeży, dla mnie jakby delikatnie trawiasty. Zawiera nuty zbliżone do moreli i grejpfruta. Powstał z inspiracji aromatem rosnącego wzdłuż Nilu zielonego mango. Niezwykłe jest to, że owoce te pachną najintensywniej, kiedy wciąż wiszą na drzewie. Ich zapach ulatnia się w parę sekund po zerwaniu.

W tym poście chciałam podzielić się z Wami, głównie produktami do twarzy, po której niestety najbardziej widać pierwsze oznaki upływu czasu – aby nie powiedzieć starości – bo to przecież jeszcze wciąż przed nami 😉 Śpijcie dobrze, w końcu sen wypływa regenerująco na całe nasze ciało.

2 Comments on "Kiedy goni nas czas…"

  1. Najlepsze ostatnie zdjęcie <3

  2. Ten post jest naprawdę przydatny. Lubię takie nowinki kosmetyczne ☺💕

Odpowiedz na „NataliaAnuluj pisanie odpowiedzi

Your email address will not be published.


*