Toruń – City Break

Co zobaczyć w Toruniu? Gdzie smacznie zjeść? Gdzie spać?

Bardzo lubimy krótkie wypady po Polsce, czy to do pobliskich miast, czy kawałek dalej. Polska ma wiele miejsc, do których warto się udać, mimo to wciąż pozostaje przez nas nieodkryta.

Odkąd pojawił się w naszym życiu Franio, postanowiliśmy nadrobić zaległości i pojeździć trochę po kraju, aby zobaczyć miejsca, w których jeszcze nie byliśmy, a plany na ich zwiedzanie zawsze odkładaliśmy „na później”. Dokładnie tak było z Toruniem. W końcu udało nam się zagospodarować dwa wolne dni i zrobiliśmy sobie małą, listopadową wycieczkę.

Na wstępie muszę zdradzić, co było głównym powodem wizyty w Toruniu – wystawa prac Davida Lyncha „Silence and Dynamism”, którą można obejrzeć do 18 lutego w Centrum Sztuki Współczesnej. Realizowana w ramach 25 edycji Camerimage Festival wystawa, to unikalna na skalę europejską, przekrojowa prezentacja dorobku artystycznego Lyncha. 12 listopada, artysta był gościem specjalnym festiwalu, jednak zbyt duże zainteresowanie wernisażem spowodowało, iż organizatorzy postanowili wprowadzić wstęp tylko z zaproszeniem. Wystawa w CSW to największa ekspozycja wszystkich aktywności artystycznych Davida Lyncha: od malarstwa, grafiki i fotografii, po wideoklipy i filmy krótkometrażowe. To co zobaczyłam, wywarło na mnie ogromny wpływ. Jedne prace bardzo mi się podobały, inne szokowały. Nie można jednak artyście odmówić ekspresji i niesamowitej wyobraźni, które zdecydowanie potrzebne są do stworzenia takich dzieł. Na pochwałę zasługuje również sam budynek centrum, którego otwarta, utrzymana w nowoczesnym duchu przestrzeń robi wrażenie.

Po obcowaniu ze sztuką warto przysiąść przy jednym ze stolików kawiarni – Cafe pARTer i napić się pysznej kawy. Również tej w wersji alternatywnej, zaparzanej w dripie lub chemexie. Nasz wybór padł na pierwszą metodę parzenia. Naprawdę nie sądziłam, że kawa bez mleka może być tak smaczna. Wielu osobom kawa kojarzy się z gorzką, ciężką do przełknięcia lurą, która ma jedynie pomóc otworzyć zaspane oczy. W rezultacie, po odpowiednim przygotowaniu jest pachnąca i pełna świeżych aromatów. Kawa z dripa w konsystencji i smaku może przypominać nawet herbatę. Osobiście wyczuwałam w niej także słodkie nuty.

Miałam się tym razem nie rozpisywać i stworzyć mały przewodnik, a wyszło jak zwykle 😀 Ok, to co zobaczyć, gdzie zjeść i gdzie spać w Toruniu?

Prawdę mówiąc listopadowa pogoda nie sprzyja długim wędrówkom po mieście, ale przejście się urokliwymi uliczkami starówki jest obowiązkowym punktem wycieczki. Mnóstwo tu klimatycznych kawiarni i restauracji. Spacerując, nie mogłam się zdecydować, któremu budynkowi najpierw „strzelić fotkę”, kiedy przed oczami pojawiają się coraz to ładniejsze kamienice. Ze swoim zapałem do dokumentowania wszystkiego na zdjęciach, musiałam później doganiać swoich chłopaków, którzy zostawiali mnie w tyle ze wzrokiem wlepionym w wizjer aparatu. Kadry ze starówki tutaj

A co z piernikami?

Szczerze zachęcam do krótkiej wycieczki po Muzeum Toruńskiego Piernika. Zwiedzanie wystawy można połączyć z warsztatami pieczenia tych niezwykłych smakołyków, co szczególnie wśród starszych dzieci będzie dodatkową atrakcją. Na terenie muzeum znajduje się sklep firmowy, w którym należy koniecznie zaopatrzyć się w piernikowe rarytasy. 😉

 

Gdzie spać?

My wybraliśmy Apartamenty Luizjana, które mieszczą się nad restauracją o tej samej nazwie. Do wszystkich atrakcji mieliśmy „rzut beretem”, a mieszkanie było czyste i bardzo w naszym guście.

Gdzie zjeść? 

Zdecydowanie najmilej wspominamy wizytę w nowej restauracji MONKA, do której wybraliśmy się na kolację.

Restauracja ta mieści się w barokowym spichlerzu z XVIII w. Otwarta przestrzeń i mnóstwo okien, tworzą niepowtarzalny klimat, gdzie duch przeszłości łączy się ze współczesnością wnętrza.

Szczególnie posmakowały nam podpłomyki, którymi zajadali się już dawni Słowianie, jedząc je  jako dodatek do wszystkich potraw. Proces tworzenia tej najstarszej formy chleba, możemy obserwować z otwartej na restaurację kuchni, siedząc przy jednym ze stolików – i na przykład tak jak my – popijać schłodzoną, przyjemnie musująca Cavę (butelka – 59 zł)

Marcin zdecydował się na bulion z gęsi (14 zł) i na konfitowany boczek z sosem cydrowo-rozmarynowym i puree ziemniaczanym (26 zł). Dla mnie oczywiście była wegetariańska zupa dnia – w tym dniu podawali krem z cykorii z podpłomykiem (12 zł). Jako drugie danie wybrałam sobie podpłomyk z jajkiem i pomidorami (12 zł). Smaczne, lecz wersja z burakiem, cukinią i serem feta, którą wzięliśmy na wynos, była bardziej w moim guście. Ach to zamiłowanie smakami Grecji ;). Niestety na deser nie mieliśmy już miejsca.

Bardzo miło spędziliśmy czas w tej restauracji i już żałujemy, że nie ma takiej w Warszawie ;). Dania trafione, a obsługa przemiła. Z racji, że byliśmy na kolacji z synkiem, pozwolono nam wejść na górę, która była przygotowywana już pod imprezy świąteczne, więc zamknięta dla gości a’ la carte. Tam mogliśmy chwilę pobawić się z synkiem w miejscu, w którym będzie kącik dla dzieci.

Miejsce to, choć otwarte jest dopiero niespełna dwa miesiące, ma szansę na kulinarny sukces . Trzymamy kciuki! Na pewno zawitamy tam latem podczas kolejnej wizyty w Toruniu.

4 Comments on "Toruń – City Break"

  1. Świetne zdjęcia! Ach nabrałam ochoty na te podpłomyki 😍
    Do Torunia planuję wybrać się latem 🙂

  2. Simply desire to say your article is as surprising.
    The clearness in your post is simply great and i could assume you’re an expert on this
    subject. Fine with your permission let me to grab your RSS feed to keep updated
    with forthcoming post. Thanks a million and please continue the enjoyable work.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*